„Myszka” pana dyrektora

Autko prezentuje się doskonale. Na karoserii nie ma śladów rdzy. Wypolerowany lakier świeci się z daleka. Na pewno oryginalny pojazd przyciąga wzrok.
– Samochód był na wyposażeniu w mojej dalekiej rodzinie.

Autko prezentuje się doskonale. Na karoserii nie ma śladów rdzy. Wypolerowany lakier świeci się z daleka. Na pewno oryginalny pojazd przyciąga wzrok.
– Samochód był na wyposażeniu w mojej dalekiej rodzinie.


Wstrząs i potężny huk obudziły w środku nocy mieszkańców, którzy z przerażeniem spostrzegli, że dom sąsiadów uległ zniszczeniu. Natychmiast powiadomiono policję, straż pożarną oraz pogotowie.
– Po przybyciu na miejsce zobaczyliśmy, że budynek jest całkowicie zniszczony – mówi strażak Jacek Wasiak. – Dostaliśmy informacje, że w środku znajdują się trzy osoby. Przeszukaliśmy budynek, a raczej gruzy pozostałe po wybuchu i wydobyliśmy poszkodowanych.

Mieszkańcy przygotowują się do walnych zgromadzeń, które zostaną zwołane w dniach: 16, 17, 18, 21, 22 i 23 października.



– Jest bardzo niebezpiecznie – mówi pan Zygmunt, jeden z mieszkańców osiedla. – Jeszcze kilka dni temu nie było nawet wyznaczonej ścieżki, którą piesi mogliby przejść. Po naszych protestach robotnicy nawieźli trochę piasku i wyznaczyli przejście.


Robotnicy zrobili kilka dni temu na rynku głęboki wykop pod sieć tranzytową zasilającą przyszły wodociąg. Wraz z ziemią koparka wyciągnęła ludzką czaszkę i kości. Zdumieni robotnicy nie wiedzieli co robić. Na miejscu szybko pojawili się przedstawiciele lokalnej władzy.

Jan Chucki, prezes PGKiM, wyjaśnia, że na koszt zużycia energii cieplnej może wpłynąć wiele czynników, m.in. powierzchnia lokalu i jego położenie, przenikanie cieplne między ścianami, jakość ocieplenia budynku, długość trwania zimy itp.

Pana Janusza spotkaliśmy w Górze Św. Małgorzaty, gdzie przyjechał ze swojej rodzinnej miejscowości Piątek razem z rodzicami obchodzącymi Złote Gody. Umyty i wypolerowany specjalnie na uroczystość samochód przyciągał spojrzenia.


Do tak radykalnych działań skłonił członków spółdzielni przede wszystkim brak zaufania dla RN, której działalność została oceniona negatywnie. Przypominamy, że za niezatwierdzeniem sprawozdania z działalności RN opowiedziało się 228 z 286 obecnych członków.

– Nie życzę nikomu tego, co przeżyłem w tej prywatnej klinice, która dzierżawi pomieszczenia w naszym szpitalu – słyszymy.
Marian Bartniak jest po 70-tce. Niedawno bardzo źle się poczuł. Stracił przytomność. Diagnoza? Zwężenie tętnicy wieńcowej.
– W centrum kardiologii przeszedłem operację stentowania – wspomina drżącym głosem łęczycanin, który wciąż nie może dojść do siebie.

Małgorzata Michniewicz z Sieradza wraz z Krystyną Morozgałą z Łęczycy postanowiły zorganizować spotkanie, na które przybyli goście z całej Polski. W restauracyjnej sali spotkało się pięć pokoleń, a najmłodszy uczestnik obserwował zebranie z dziecinnego wózeczka.
– Rzadko spotykamy się w tak licznym gronie – mówi pani Małgorzata.
Nagrobkowe płyty z inskrypcjami – Świętej Pamięci, nazwiskami osób zmarłych i krzyżami – posłużyły do utwardzenia odcinka drogi prowadzącej do podłęczyckiej wsi.
Polna droga jakich wiele. Dziury, nierówności… ktoś wpadł na pomysł, aby utwardzić ją starymi płytami nagrobnymi. Wyraźnie widoczne są napisy. Rolnicy, z którymi rozmawialiśmy, odpowiedzialność za to, że płyty nagrobne znalazły się w dziurach, zrzucają na firmę z Ozorkowa.

Władzę nad byłym Zakładem Karnym w Łęczycy przejęli dwaj studenci: Kamil Szymański i Mikołaj Małecki. Współpracują ze sobą nie od dziś. Mają na swoim koncie etiudę „Showtime” i kilka komercyjnych produkcji. Poznali się na pierwszym roku studiów w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi.

– Miałam pracować przy kwiatach i początkowo tak było. Potem oddelegowano mnie do prac domowych. Robiłam wszystko: sprzątałam brudy zatrudniających mnie ludzi. Musiałam zarzynać kury. Jestem schorowana a kazano mi ścinać gałęzie z korony drzew. To praca na wysokościach, tego nie było w umowie. Gdy zaprotestowałam, usłyszałam: „Musisz robić wszystko, co ci każę”.


– Po raz czwarty przyjmuję u siebie obcokrajowców. Gościłam już rodzinę, w której kobieta była Francuzką, a mężczyzna Tunezyjczykiem. To było ciekawe doświadczenie, ponieważ mieliśmy okazje zapoznać się z tradycją muzułmańską – mówi Teresa Kaźmierczak. – Obecnie przybyli do nas po raz drugi Pierre z rodziną. W tym roku tylko z synem, córki zostawili w domu.