Andrzej Rogut nie może zrozumieć, dlaczego musi oddać ponad 2 tys. złotych, które wcześniej otrzymał z Powiatowego Urzędu Pracy. – Dla mnie to jest prawdziwy dramat. Suma do zwrotu jest duża, nie mam takich pieniędzy. Dlaczego ponosić mam winę za błędy mojego byłego pracodawcy – pyta nasz Czytelnik. Niedawno pan Andrzej dowiedział się o krzywdzącej jego zdaniem decyzji. – Jestem załamany. Jak byłem bezrobotnym otrzymywałem zasiłek. Przecież w pośredniaku na pewno sprawdzono wszystko pod każdym względem.
Jadwiga Sumera z Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych jest jedną z dwóch lustratorek, które rozpoczęły w „Łęczycance” kontrole. Dokładnie badane są sprawy organizacyjne, członkowskie, terenowo-prawne, windykacyjne. Oceniana jest gospodarka lokalami, przychody i koszty. Lustratorki przyglądają się działalności organów statutowych, rady nadzorczej, zarządu.
– To był największy błąd jaki popełniłam w swoim życiu – mówi 66-letnia Maria Pisarkiewicz, która kilka lat temu podarowała dom synowi sąsiadów a teraz chce cofnąć darowiznę. – Ja też się tutaj męczę – dodaje Mariusz J. (nazwisko do wiadomości red.), obdarowany nieruchomością. Konflikt goni konflikt. Sporem zajmują się kolejne sądy. O sprawie został nawet powiadomiony prezydent Komorowski.
W tym tygodniu dojdzie najprawdopodobniej do sprzedaży dwóch działek (w sumie ponad 4 hektary) znajdujących się we wsi Lubień inwestorowi ze Zgierza, który planuje uruchomić zakład przetwarzający kurze pióra na nawóz organiczny. Taka perspektywa nie za bardzo podoba się okolicznym gospodarzom. Temat powrócił jak bumerang. Już w ubiegłym roku głośno dyskutowano na temat inwestycji.
Kolejni najemcy wyprowadzają się z kamienicy, którą kupił od łęczyckiej spółdzielni pracy Pezetges przedsiębiorca z Ozorkowa Toni Kamal – znany w regionie inwestor z Jemenu. Cena za jaką spółdzielnia sprzedała kamienicę trzymana jest w ścisłej tajemnicy. Oczywiście Pezetges na pewno na tym nie stracił. Można się domyślać, że dochody z najmu lokali nie były dla spółdzielni wystarczające.
Chyba nie ma przechodnia, który z zaciekawieniem nie spojrzałby na garaż ze szkła w środku którego stoi kanclerska limuzyna, czyli Mercedes 300 z 1954 roku. Właściciel tej czarnej perły, Przemysław Żmudowski, spełnia swoje chłopięce marzenia. Przedsiębiorca planuje stworzyć pierwsze w naszym regionie mini-muzeum starych i oryginalnych mercedesów. Adenauer swoją nazwę zawdzięcza kanclerzowi Niemiec. To samochód, którymi jeździli dygnitarze. Po wojnie z powodzeniem konkurował z Rolls-Roycem.
Tak dużych szkód spowodowanych wichurą już dawno nie było. W nocy z czwartku na piątek orkan Ksawery wyrywał i łamał drzewa, niszczył dachy a nawet spychał samochody do rowów. Wiatr w podmuchach osiągał ponad sto kilometrów na godzinę. Wiele domostw zostało pozbawionych prądu. Ksawery – tak został nazwany huragan – postawił na równe nogi miejskie służby. Strażacy mieli huk roboty. W Łęczycy silny podmuch wiatru złamał duże drzewo rosnące przy ul. Zachodniej. Wichura łamała konary w wielu gminach naszego powiatu. Najwięcej problemów było z drzewami, które runęły na drogi. Tak było m.in. w Dąbiu, Piekarach, Witaszewicach, Kadzidłowej. Natomiast w Gawronach wichura uszkodziła linię energetyczną.
Niedawno zapadł sądowy wyrok w sprawie Andrzeja Wdowiaka, wójta gminy Łęczyca, który został oskarżony przez jednego z biznesmenów z Daszyny. To jednak nie koniec wzajemnych pretensji, ponieważ kolejna sprawa wytoczona wójtowi przez tego samego przedsiębiorcę wciąż trwa. Czego dotyczyło pierwsze oskarżenie?
W nocy z piątku na sobotę w centrum miasta doszło do tragedii. W jednej z kamienic na placu Kościuszki z niewiadomych przyczyn zapaliła się sofa. W mieszkaniu na drugim piętrze przebywała wówczas 51-letnia kobieta, której nie udało się uratować. Do KP PSP w Łęczycy wpłynęło od zaniepokojonych mieszkańców zgłoszenie o wydobywającym się z budynku dymie. Na miejsce zdarzenia popędziły trzy zastępy KPP.
Zakończyły się wybory uzupełniające do rady nadzorczej SM „Łęczycanka”. Miejsca obok Waldemara Augustyniaka i Krzysztofa Urbańskiego zajęli: Teresa Woźniak (zdobyła 291 głosów), Tadeusz Wałowski (188 głosów), Marek Majewski (183 głosy), Robert Łukasiewicz (182 głosy), Agnieszka Tuszyńska (160 głosów), Andrzej Stępniak (157 głosów), Danuta Domińczak (150 głosów), Zofia Wodzyńska (144 głosy). Przypomnijmy, że kandydatów było 38. Wybory trwały 3 kolejne dni – od poniedziałku do środy.
Do redakcji zgłosił się Mirosław Kowalczyk, który w ostrych słowach wypowiada się o orzeczeniu powiatowego zespołu ds. orzekania o stopniu niepełnosprawności. Skrzywdzili mojego syna – mówi bez ogródek pan Mirosław. Sprawa dotyczy 16-letniego chłopca, który – zdaniem jego ojca – od urodzenia cierpi na znaczne upośledzenie umysłowe. Inne zdanie na ten temat miała jednak komisja, która niedawno zmieniła stopień niepełnosprawności 16-latka na umiarkowany. Ojciec nie może pogodzić się z taką decyzją.
Do takiego spotkania powinno dojść już kilka miesięcy wcześniej. Wówczas mieszkańcy podłęczyckiego Jankowa nie musieliby aż tak się denerwować. Ale jak widać potrzeba było nadzwyczajnej mobilizacji, by na górze zauważone zostały problemy ludzi skarżących się na remont drogi. Drogowa inwestycja przyniosła wiele zamieszania. Okoliczni mieszkańcy zostali pozbawieni możliwości dojazdów do własnych domów, bowiem drogowcy zapomnieli o lewoskrętach.
Jeden człowiek napędził ogromnego strachu wielu mieszkańcom. Straszył ludzi, że jest snajperem i wszystkich pozabija. Niedawno odwiedzał sklepy i punkty handlowe w centrum miasta. Był także w bankach. Wszędzie zachowywał się tak samo: był agresywny i – jak nam powiedzieli nasi rozmówcy – miał w oczach szaleństwo. O snajperze mówi się w centrum miasta. W sklepach zapanował strach. W niektórych placówkach zamontowane zostały dzwonki, bo sprzedawcy po zmroku zamykają drzwi na klucz.
Zbigniew Wojtera musiał pożegnać się ze stanowiskiem wójta po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który nie uznał jego argumentacji w głośnej już sprawie sprzed trzech lat o strzelanie do dzików. Sporna kwestia była analizowana przez poszczególne sądy, jednak finał sprawy jest już ostateczny. Wielu mieszkańców jest zaskoczonych decyzją sądu wojewódzkiego. – Przecież tyle zrobił dla naszej gminy. To nie jest sprawiedliwe – uważa jedna z naszych Czytelniczek.
W ubiegłym tygodniu do redakcji zadzwoniła jedna z matek malucha z przedszkola nr 1. Usłyszeliśmy, że nerwowe przedszkolanki krzyczą, straszą i szarpią dzieci. – Najgorsza jest Anna W. (nazwisko do wiadomości red.) – twierdzi nasza rozmówczyni. – Dziecko powiedziało w domu, że pani krzyczała na nie i szarpała. Rozmawiałam z innymi rodzicami i niektórzy potwierdzili, że ta przedszkolanka także w nieodpowiedni sposób obchodziła się z ich dziećmi. Przecież przedszkole powinno być miejscem w którym dziecko czuje się bezpiecznie i nie ma żadnych stresów – usłyszeliśmy.
Z dużym zainteresowaniem spotkał się nasz ubiegłotygodniowy tekst, w którym opisaliśmy urzędników miejscowego magistratu oraz starostwa nadal pracujących pomimo nabytych uprawnień emerytalnych. W tej sprawie odebraliśmy w redakcji wiele telefonów, strumieniem płynęły też mejle od osób zbulwersowanych postawą urzędników. Publikujemy jeden z mejli:
Jan Chucki, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej oraz Marek Stasiak, szef Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej będą musieli zacisnąć pasa. Ich wynagrodzenia mają zostać obniżone średnio o 15 procent. To niewiele, zważywszy na to, że nawet po „cięciach” pensje do niskich należeć nie będą i przekroczą 10 tys. złotych. Do tej pory wynagrodzenia prezesów spółek komunalnych były ustalane w drodze decyzji (uchwały) rad nadzorczych tych spółek, przy czym w przypadku spółki PGKiM była to 4-krotność, a w przypadku spółki PEC – 3-krotność średniego wynagrodzenia pracowników spółki. W praktyce oznaczało to wzrost pensji prezesów za każdym razem, gdy podwyżkę otrzymywali szeregowi pracownicy.
Profity wynikające z bycia w Platformie Obywatelskiej są dla regionalnych polityków ogromne. W mieście praktycznie wszystkie najważniejsze stanowiska zajęte są przez członków PO. Ci ludzie nie muszą się martwić o brak pracy, czy też niskie zarobki. Smutne jest to, że w „pośredniaku” rośnie armia wykształconych bezrobotnych. Ukończyli szkoły, zdobyli dyplomy magistrów i inżynierów, ale do partii się nie zapisali. To być może ich największy błąd…
Otrzymanie oficjalnej informacji o zajmowanych w urzędach przez emerytów stanowiskach graniczy z cudem. Nikt nie jest w stanie podać dokładnej ich liczby, która zdaje się wielce strzeżoną tajemnicą. Według danych otrzymanych od Krzysztofy Łuczak z Referatu Rozwoju i Promocji Miasta „na dzień dzisiejszy w Urzędzie Miasta nie ma osób, które mogą przejść na emeryturę.” Podobnego zdania jest burmistrz, twierdzący, że prócz niego chyba nie ma w UM emerytów. Dostaliśmy jednak informację, że wśród pracowników znajdują się „perełki”, takie jak Teresa Kawczyńska, kierownik referatu oświaty, która pomimo możliwości odejścia na emeryturę pozostaje na kierowniczym stanowisku.
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.