Nastolatki kopały przechodnia w głowę. Mężczyzna nie odzyskał przytomności



Nietypowe jak na koniec października temperatury sięgające blisko 20 stopni zachęcały w ubiegłym tygodniu do

– Horror przeżywałam przez cały rok – mówi pani Małgorzata. – Przeprowadziliśmy się do nowego miejsca, nikogo nie znałam. Na remont jeszcze nie było nas stać, więc niektóre trzaski mogłam sobie wytłumaczyć starym mieszkaniem, ale sygnały były zbyt wyraźne, aby się oszukiwać. Mieliśmy w domu ducha!

– Nie pamiętam, kiedy ostatnio aż tak się bałam – przyznaje Zofia Koperska, lokatorka domu położonego najbliżej uszkodzonej sieci gazowej. – Gdy na zewnątrz usłyszałam ten potworny szum wydobywającego się gazu, to trzymałam tylko kciuki, aby jak najszybciej przyjechali z gazowni.

Pytanie padło w dość niefortunnym momencie. Uśmiechnięty prezes OPK wyraźnie wytrącił z równowagi radną.
– Proszę się nie uśmiechać, tylko odpowiedzieć na pytanie. Pytam nie tylko jako radna, ale też jako mieszkanka Ozorkowa, która jest zaniepokojona złą jakością naszej wody. To nie są żarty.
Grzegorz Stasiak, prezes OPK, był zaskoczony.

Przed łęczyckim cmentarzem, przy ul. Kaliskiej, już od kilku dni trwa wzmożony ruch. Ogromne zainteresowanie przy stoiskach świadczy o tym, że pamiętamy o bliskich zmarłych. Nie szczędzimy pieniędzy. Ceny są porównywalne z ubiegłorocznymi.
– U nas najdroższa wiązanka kosztuje ponad 120 złotych – mówi Edyta Ozdoba, florystka. – Nie brakuje klientów na takie wiązanki. Oczywiście mamy także tańsze, w cenie już od 30 złotych.

Konstancja Chodorowska, była wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej, nadal nie otrzymała wypowiedzenia i figuruje jako pracownik „Łęczycanki”.


Volkswagen przekoziołkował kilka razy. Z zakleszczonego auta kierowcę wyciągnęli świadkowie wypadku.
Kierowca z poważnymi urazami głowy został przewieziony do szpitala w Zgierzu. Okazało się, że 28-latek, który sam jechał autem, nie miał prawa jazdy.

Powiadomiony o sprawie przez mieszkańców radny Zenon Koperkiewicz szybko zareagował i alarmował sąsiadów o niebezpieczeństwie. Sytuacja zaogniła się gdy doszło do bezpośredniego starcia z pracownikiem zakładu handlowo–usługowego.

Kilkanaście osób na remontowanej drodze dało kilka dni temu upust swoim emocjom. Remont wojewódzkiego traktu spędza ludziom sen z oczu. Jadąc od strony Łęczycy w kierunku Poddębic zlikwidowano w Jankowie lewoskręty. Gospodarze, aby dojechać do swoich domów, muszą nadrabiać wiele kilometrów. Plany, co najgorsze, nie przewidują na tym odcinku możliwości skrętu.

Ważne jest to, że powiatowe trakty są głównymi ulicami w mieście. Wśród nich można wymienić m.in. ul. Aleksandrowską, Maszkowską, Zgierską, Wyszyńskiego, Starzyńskiego, Listopadową. W OPK wybór nowej, zewnętrznej firmy, został przyjęty z dużym zaskoczeniem.

Pierwszym zaistniałym był problem natury technicznej. W obiekcie wykryto wadliwą konstrukcję elementów dachu, a dokładniej „nieszczelność membran osłonowych na zgrzewach elementów”, czego skutkiem był wyciek wody opadowej do wnętrza budynku.

Na pewno nie można odmówić władzom dobrych chęci. Burmistrz spotykał się z dyrekcją ozorkowskich przedszkoli oraz rodzicami. Trudno było jednak wypracować wspólne stanowisko, które dodatkowo byłoby zgodne z ministerialną ustawą. Tym bardziej, że w kasie miasta na dodatkowe zajęcia w przedszkolach zabrakło po prostu pieniędzy.
Kamil jest uczniem IV klasy Szkoły Podstawowej nr 3. Twierdzi, że bardzo często jest dręczony w szkole. Jego rodzice wielokrotnie o sprawie rozmawiali z dyrektorem i nauczycielami. Bezskutecznie. Kilka dni temu Kamil ponownie przyszedł ze szkoły do domu z łzami w oczach i guzami na głowie. Dowiedzieliśmy się, że oprócz Kamila obrywają również inne dzieci. Co dzieje się w „trójce”?.

To popołudnie na pewno na długo pozostanie w pamięci mieszkańców osiedla.

Do sklepu z upominkami na każdą okazję przychodzili głównie uczniowie szkół podstawowych.
– Powodzeniem cieszą się podziękowania dla nauczycieli w formie dyplomu. Cena takiego upominku wynosi 12 złotych – mówi Maria Lipczyńska, sprzedawczyni z łęczyckiego sklepu z prezentami.

– Mieszkam w rozpadającym się domku, w którym nie ma wody. Dlatego już od dawna wodę pobierałem z portierni. Bardzo zaskoczyły mnie słowa ochroniarza. Nie ukrywam, że się zdenerwowałem. Zapytałem o dokument, który potwierdziłby decyzję wicedyrektora Wodzińskiego. Ochroniarz odniósł się do mnie w sposób lekceważący. Chwycił mnie mocno za rękę i siłą wyprowadził z portierni – opisuje niedawne zdarzenie Antoni Kuczkowski.
