Sąd znów odroczył. Spółdzielcy nie kryją oburzenia




– Mam 12-miesięczne dziecko, w samochodzie oczywiście posiadam fotelik – mówi pani Justyna, młoda mama. – Jeśli miałabym skorzystać z usług taksówkarzy nie wyobrażam sobie sytuacji, aby tego fotelika zabrakło. Byłabym w stanie nawet więcej zapłacić za taksówkę z fotelikiem, aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo.
Prawo o ruchu drogowym z dnia 20 czerwca 1997 roku reguluje kwestię fotelików samochodowych, nakazując dzieciom do 12 roku życia, nie przekraczającym 150 cm wzrostu przejazd w foteliku ochronnym lub innym urządzeniu do przewożenia dzieci, odpowiadającym wadze i wzrostowi oraz właściwym warunkom technicznym.

Autko prezentuje się doskonale. Na karoserii nie ma śladów rdzy. Wypolerowany lakier świeci się z daleka. Na pewno oryginalny pojazd przyciąga wzrok.
– Samochód był na wyposażeniu w mojej dalekiej rodzinie.


Nic nie zapowiadało tak dramatycznych wydarzeń. Kasjerka Marianna K. (nazwisko do wiadomości redakcji) jak co dzień przyszła do pracy. Gdyby mogła przewidzieć, co ją czeka na pewno wzięłaby wolne. Rabuś wykorzystał moment w którym w bankowej placówce nie było klientów. Najprawdopodobniej wcześniej obserwował bank.
– Nie wiemy, czy nasza kasjerka została zastraszona prawdziwym pistoletem. Być może był to straszak. To zresztą nie jest istotne. Bandyta zrabował pieniądze i mamy nadzieję, że szybko zostanie ujęty – mówi Bogumił Gieraga, wicedyrektor Banku Spółdzielczego w Ozorkowie, którego filia w Parzęczewie została okradziona.

Wstrząs i potężny huk obudziły w środku nocy mieszkańców, którzy z przerażeniem spostrzegli, że dom sąsiadów uległ zniszczeniu. Natychmiast powiadomiono policję, straż pożarną oraz pogotowie.
– Po przybyciu na miejsce zobaczyliśmy, że budynek jest całkowicie zniszczony – mówi strażak Jacek Wasiak. – Dostaliśmy informacje, że w środku znajdują się trzy osoby. Przeszukaliśmy budynek, a raczej gruzy pozostałe po wybuchu i wydobyliśmy poszkodowanych.

Mieszkańcy przygotowują się do walnych zgromadzeń, które zostaną zwołane w dniach: 16, 17, 18, 21, 22 i 23 października.




– Jedna z pracownic spółdzielni złożyła zawiadomienie ws. uporczywego naruszania od 2004 do 2013 roku praw pracowniczych przez osoby reprezentujące zarząd „Tęczy” poprzez nakłanianie wbrew woli członków spółdzielni do zawierania umów pożyczkowych udzielanych przez PFRON pod groźbą utraty pracy – mówi szefowa łęczyckiej prokuratury, Monika Piłat.
Przypomnijmy, że o nieprawidłowościach w spółdzielni inwalidów informowali nas kilka tygodni temu pracownicy, którzy przyszli do naszej redakcji. Byli zbulwersowani m.in. małymi pensjami i – jak sami to określili – przymusem brania pożyczek. Usłyszeliśmy wówczas również o trudnej sytuacji finansowej „Tęczy”. Zarząd spółdzielni odpowiedział, że pracownicy mówią nieprawdę.


– Wszystko zaczęło się 10 lat temu. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy się na psa do towarzystwa. Długo go poszukiwaliśmy i w końcu się udało, znaleźliśmy suczkę Arikę, która wprowadziła do domu wiele radości.
To był pierwszy buldog francuski w domu państwa Bierzyńskich. Obecnie posiadają 5 psów tej rasy: 4 suczki i jednego psa. Pani Agata jest członkiem Związku Kynologicznego oraz Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI), jeździ na wystawy i pokazy, gdzie wszystkie czworonogi odnoszą liczne sukcesy.

Robotnicy zrobili kilka dni temu na rynku głęboki wykop pod sieć tranzytową zasilającą przyszły wodociąg. Wraz z ziemią koparka wyciągnęła ludzką czaszkę i kości. Zdumieni robotnicy nie wiedzieli co robić. Na miejscu szybko pojawili się przedstawiciele lokalnej władzy.

Pana Janusza spotkaliśmy w Górze Św. Małgorzaty, gdzie przyjechał ze swojej rodzinnej miejscowości Piątek razem z rodzicami obchodzącymi Złote Gody. Umyty i wypolerowany specjalnie na uroczystość samochód przyciągał spojrzenia.

Spór trwa już kilka lat. Zaczęło się od tego, że rolnik zarzucił miejscowym władzom brak inwestycji melioracyjnych przy drodze dojazdowej do jego posesji.


– Do dziś nie mogę dojść do siebie po tej rozmowie – słyszymy od lokatorki zrujnowanego domu przy ul. Żwirki 1.
Parterowy domek, w którym między innymi mieszka pani Emilia, to obraz nędzy i rozpaczy. Z elewacji odpada tynk, stare drewniane ramy okien ledwo trzymają się we framugach a z dziurawego dachu w czasie opadów deszczu leci lokatorom woda na głowy.
– Tak po prostu nie da się żyć – mówi E. Kubiak.
