Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Powiat łęczycki Warto przeczytać Łęczyca

Łapał za kolano i udo klientki. Trafił na policjantkę.

jedynka„Lalunia, sam Ci zrobię przegląd”… m.in. taki niewybredny komentarz usłyszała Joanna Andrzejczak robiąc przegląd techniczny swojego auta w stacji diagnostycznej na terenie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1. Komentarze o zabarwieniu seksualnym miały paść z ust zarówno diagnosty, jak i uczniów przebywających w pobliżu warsztatu, gdzie odbywał się przegląd pojazdu.
Podczas wykonywania przeglądu technicznego pojazdu w stacji przy ulicy Dworcowej, klientka stałą się obiektem kpin oraz seksualnych podtekstów.
– Łapał mnie za kolano, udo i rękę, którą trzymałam na kierownicy, udając, że szuka świateł – wspomina wzburzona zachowaniem diagnosty J. Andrzejczak, która jest policjantką w KPP w Łęczycy.
Zaczęło się, gdy klientka w godzinach przedpołudniowych w miniona środę pojechała wykonać przegląd swojego samochodu. Wybrała stację diagnostyczną podlegającą pod ZS nr 1.
– Chciałam, aby diagnosta wjechał moim samochodem na kanał. Jest to w jego obowiązku. Nie chciałam tego sama robić, bo nie czułam się na tyle pewnie. W międzyczasie złapał mnie za ucho komentując, że jestem ciepłokrwista, młoda i pewnie… nie dałby rady. W tym samym czasie grupa uczniów stojąca w drzwiach stacji diagnostycznej, która miała zajęcia praktyczne z nauczycielem, w moim kierunku wypowiadała słowa „lalunia”, „sam ci zrobię przegląd”, na co nie reagował nauczyciel prowadzący zajęcia, ani diagnosta – relacjonuje Joanna Andrzejczak. – Diagnosta pytał o mój stan cywilny w kontekście seksualnym i zwracał się tak do mnie przez cały czas trwania badania. Nie reagował na moje wzburzenie, ani na uwagi, by tego nie robił. Również jak byłam w pojeździe łapał mnie za kolano, udo i rękę, którą trzymałam na kierownicy, udając, że szuka świateł, co wzbudziło moje zdenerwowanie i strach.
Po zaistniałej sytuacji, pani Joanna postanowiła złożyć skargę na zachowanie diagnosty i sposób jego pracy, do której również miała sporo zastrzeżeń. Pismo w tej sprawie zaniosła osobiście do dyrektora zespołu szkół oraz do starostwa powiatowego w Łęczycy.
– Podjęłam działania, które mam nadzieję, zmienią sytuację w stacji diagnostycznej. Mężczyzna powinien ponieść konsekwencje swojego działania. Po całym zdarzeniu byłam zdenerwowana, roztrzęsiona i czułam się ośmieszona. Po fakcie dowiedziałam się, że nie byłam pierwszą osobą potraktowaną w ten sposób. To musi się skończyć – podkreśla J. Andrzejczak. – Wiadomość, że diagnosta jest emerytowanym nauczycielem wzbudziła we mnie jeszcze większe zgorszenie i strach o uczennice, które w przeszłości uczył.
Wiadomość o złożonych przez panią Andrzejczak skargach, wzbudziła w diagnoście spore zdziwienie, nie spodziewał się tak stanowczych działań ze strony byłej klientki.
– Nie ma mowy o żadnym kontekście seksualnym! Praktycznie za każdym razem łapię kogoś za rękę jak trzymam kierownicę, czy to kobieta, czy mężczyzna. W tym przypadku też tak było. O kolano tej pani mogłem się oprzeć, gdy nachyliłem się, by sprawdzić stan licznika. Uczniowie, którzy stali przed warsztatem rzeczywiście nieładnie się odnosili, więc ich przegoniłem – tłumaczył diagnosta. – Niedługo przywitanie się będzie molestowaniem. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Badanie też było dobrze przeprowadzone, a to że kazałem jej samej sprawdzić ciśnienie w oponach, to przecież nic wielkiego, maszyna jest łatwa w obsłudze. Klienci często sami to robią, bo teraz nikt na nic nie ma czasu.
Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nie chciał na razie mówić o kontrowersyjnej sprawie. – Wczoraj otrzymałem skargę na pracownika naszej stacji diagnostycznej i w przeciągu 7 dni zapoznam się ze sprawą. Jeżeli okaże się ona zasadna, to wobec pracownika zostaną wyciągnięte konsekwencje zgodne z Kodeksem Pracy. Problem nie zostanie zamieciony pod dywan – zapewnia Jarosław Świtoń, dyrektor ZSP nr 1 w Łęczycy.
Zdecydowanie szybciej zareagowało starostwo powiatowe. – Tego samego dnia, gdy tylko otrzymaliśmy pismo ze skargą na diagnostę podjęte zostały działania w celu wyjaśnienia sprawy. Treść skargi była na tyle poważna, że należało ją natychmiast zweryfikować. Nie ma żadnego znaczenia to, że pani robiąca przegląd pojazdu w stacji diagnostycznej jest policjantką, w tym czasie była klientką. Wezwaliśmy dyrektora szkoły, poprosiliśmy o dokładne wyjaśnienie tej sytuacji – informuje Krystyna Pawlak, wicestarosta łęczycki. – Sprawa ta ma dwie płaszczyzny. Po pierwsze, w Wydziale Komunikacji wszczęte zostały procedury w celu cofnięcia uprawnień diagnostycznych. Po drugie, w Wydziale Oświaty trwa dokładne wyjaśnianie zaistniałych okoliczności. Podjęta też zostanie decyzja o wyciągnięciu należytych konsekwencji.
Jakie konsekwencje poniesie diagnosta, można się domyślić. Jest pracownikiem szkoły, ale nie naucza, wykonuje obowiązki w stacji diagnostycznej.
tekst i fot. Małgorzata Robaszkiewicz