Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Powiat łęczycki

Zagadkowa śmierć

cezak1

Trudno uwierzyć w to co się stało. Jest wiele pytań a odpowiedzi niepełne. 51-letni Jacek Cezak miał razem ze swoim bratem przyjechać do Polski, ostatecznie postanowił zostać na Litwie. Gdyby podjął inną decyzję, pewnie dalej by żył. Był sam, rozwiedziony, bez dzieci. Tak samo jak jego brat, mieli tylko siebie. Przez brak konkretnych informacji dotyczących zagadkowej śmierci, brat nieboszczyka bierze pod uwagę różne możliwości.
– Jacek był moją jedyną rodziną. Mieszkaliśmy i pracowaliśmy razem, zawsze mogliśmy na siebie liczyć. W sobotę wieczorem przyjechałem do Łęczycy, miałem załatwić kilka spraw, zapłacić rachunki i w poniedziałek wrócić na Litwę. Brat miał przyjechać ze mną, ale doszliśmy do wniosku, że może przyjechać jeden z nas. W niedzielę po południu odebrałem telefon od naszej sąsiadki. Powiedziała tylko, że mój brat nie żyje – relacjonuje wstrząśnięty Cezary Cezak. – Z początku nie wiedziałem praktycznie nic. Nie poinformowano mnie jak to się stało, gdzie ani dlaczego.
Na miejsce zdarzenia pojechał prezes firmy budowlanej, w której zatrudnieni są łęczycanie. Zadeklarował kompleksową pomoc w załatwieniu wszystkich formalności. W połowie tygodnia miał zabrać na Litwę Cezarego Cezaka, by mógł zidentyfikować brata. Sekcja zwłok pozwoli określić bezpośrednią przyczynę śmierci, została jednak przesunięta. – Nie wiem co się dzieje i na czym stoję. Miałem w środę jechać z prezesem na Litwę, nie przyjechał po mnie, powiedział, żebym jechał sam. Nie miałem jak jechać, więc zostałem. Później dostałem informację, żeby wrócić do pracy i tak jak było umówione, zabrać ze sobą kolejnych pracowników. Ja muszę pojechać, do identyfikacji zwłok potrzebna jest osoba z rodziny, trzeba załatwić kremację, kupić urnę i uzyskać zgodę na transport prochów brata do Łęczycy. Nasi koledzy do pracy nie pojadą, chcą być na pogrzebie – wyjaśnia C. Cezak. – Najgorsze jest to, że nie wiem co tam tak naprawdę się stało. Wiem tylko tyle, że byli w mieszkaniu we trzech. Mój brat i dwóch kolegów. Gdy brat spał, koledzy wyszli do sklepu. Po powrocie zobaczyli Jacka leżącego przy schodach, miał siną głowę, widzieli strużkę krwi. Podjęli reanimację, zadzwonili na pogotowie. Podczas sztucznego oddychania doszło do krwotoku z czaszki. Lekarze stwierdzili zgon.
O wypadku Jacka Cezaka, w mieście krążą plotki. Wersje są różne. Mówi się, że doszło do bójki między kolegami, lub pan Jacek został pchnięty nożem. Jego brat nie chce nikogo oskarżać, ale nie wyklucza żadnej możliwości. – Jeden z kolegów był skory do kłótni. Zastanawia mnie też, jak się stało, że może nie mieć pieniędzy, skoro wyjeżdżając zostawiłem im w mieszkaniu niemałą sumę. Już sam nie wiem co o tym myśleć.
Coraz więcej osób wyjeżdża do pracy za granicę. Wszyscy szukają zarobku, ale niestety, niektórzy, tak jak Jacek Cezak, znajdują śmierć.
tekst i fot. (MR)