Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Powiat zgierski Temat główny

Przerażające! „Na wszelki wypadek”… wyrzucają zwierzęta

– Już dawno nie widziałam aż tylu błąkających się psów przy ogrodzeniu mojego domu – poinformowała nas pani Agata, która mieszka blisko lasu pomiędzy Zgierzem a Ozorkowem. Jej zdaniem psy zostały wyrzucone przez ludzi obawiających się zakażenia od zwierząt koronawirusem.

O wyrzucaniu psów w dobie pandemii, niestety, redakcja jest informowana co jakiś czas. Specjaliści zapewniają, że psy lub też koty nie mogą zostać zarażone koronawirusem. Niektórzy mieszkańcy nie dają temu wiary i pozbywają się psów, czy też kotów. Miłośnicy zwierząt nie mogą uwierzyć w takie bezduszne zachowanie.

– Przykro na to patrzeć. Niedawno przygarnęłam małego kundelka, który był bardzo wychudzony. Przyszedł pod płot i zaczął przeraźliwie skomleć. Wzięłam pod swój dach i nakarmiłam. Podejrzewam, że został wyrzucony – słyszymy.

Według informacji Światowej Organizacji Zdrowia obecnie nie ma dowodów na to, że zwierzęta w tym te domowe, jak psy lub koty, mogą zostać zarażone nowym koronawirusem.

Epidemia koronawirusa wywołuje jednak u ludzi panikę. W mediach społecznościowych pojawiają się informacje o tym, że ludzie porzucają zwierzęta domowe ze strachu przed zarażeniem. Boją się, że ich pupil może przenosić wirusa.

Niepokój wzbudziła przede wszystkim informacja od władz z Hongkongu, zgodnie z którą testy na obecność koronawirusa dały u pewnego psa wynik „słabo dodatni”. Wirus został wykryty w próbce pobranej z nosa zwierzęcia. Jego opiekun przebywał na kwarantannie, gdyż u niego badania dały wynik jednoznaczny – był zakażony. Nie wiadomo, w jaki sposób wirus miał trafić do psiego organizmu, czy dostał się drogą kropelkową bezpośrednio od właściciela, czy poprzez kontakt z zanieczyszczoną powierzchnią. Pies został poddany 14-dniowej kwarantannie.

Weterynarze podkreślają, że obecność wirusa na ciele zwierzęcia nie oznacza jeszcze, że jest ono chore i może zakażać innych!

Specjaliści wyjaśniają, że nosicielstwo sensu stricte oznacza, iż patogen nie tylko znajduje się w organizmie, ale może się tam namnażać. Jeżeli nie ma na to dowodu, to zwierzę jest takim samym nosicielem zarazków jak stół, na który ktoś nakichał.

Gdy więc dotykamy psa czy kota (nawet podczas zwykłego głaskania), zawsze powinniśmy potem umyć ręce. Nawet jeśli wokół nie ma żadnej epidemii.

Badania, które jednoznacznie wykluczą (bądź – mniej prawdopodobne – potwierdzą) możliwość zakażania się psów i kotów, pewnie pojawią się za jakiś czas. Na razie wszystkie siły naukowców są skierowane na zakażających ludzi, bo to oni są głównymi gospodarzami i nosicielami zarazka.