Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Bez kategorii

Miesiące czekania do specjalisty

04Trzy miesiące, nieraz pół roku a nawet dwa lata! Tyle czekają pacjenci na wizytę u lekarza specjalisty w łęczyckim szpitalu. Chorzy skarżą się nie tylko na zbyt długi czas oczekiwania na wizytę, niektórzy nie mogą się nawet zapisać, bo brakuje terminów. Na prywatne leczenie, niestety stać niewielu emerytów.
Najgorzej jest z dostępem do kardiologa i neurologa. Niewiele lepiej do okulisty i urologa. Choć czasami pacjenci mają szczęście, gdy akurat zwolni się termin i na wizytę mogą przyjść za dwa tygodnie, większość czeka miesiącami.
– Do kardiologa próbuję się zapisać już od dwóch lat i nie mogę. Za każdym razem słyszę, że nie ma wolnych terminów. Mam nadciśnienie, chciałabym, aby zbadał mnie specjalista. Niestety, jak się nie ma znajomości, to do kardiologa się człowiek nie dostanie. Dziś czekam do neurologa. Nie jestem zapisana, bo też się nie udało, próbowałam 3 miesiące. W rejestracji mówią, żeby przychodzić bez zapisu i pytać lekarza czy nas przyjmie. Przyjmie, jak zdąży. Czekam już dwie godziny, ale być może odejdę z kwitkiem – mówi Peladia Olesińska. – Za wizytą u okulisty już czekam pół roku a mam jaskrę. Najgorsze jest jednak to, że jestem zapisana na operację, chodzi o wymianę stawów kolanowych w łódzkim szpitalu. Już czekam rok, jeszcze cztery.
Marek Bednarowicz potwierdza, że do kardiologa trudno się dostać, próbował kilka razy, ciągle nie ma terminów. Za wizytą do urologa czekał trzy miesiące.
– Na badanie USG też nie zapisują. Jest okropnie. Czeka się bardzo długo – dodaje Maria Stychelska. – Do neurologa dostałam się po 3 miesiącach.
– Dziś żeby chorować trzeba mieć zdrowie i pieniądze, to jakiś paradoks. Ja do neurologa chodzę prywatnie, bo mam duże problemy ze stawami. Z każdą wizytą idzie stówka – usłyszeliśmy od Józefa Morendy. – Ostatnim razem lekarz przepisał mi blokady. Zastrzyki kosztowały 560 zł, do tego cztery wizyty i po emeryturze.
Pacjenci mówią również o braku zapisu na badania specjalistyczne.
– Dziś dostałem skierowanie do poradni endoskopowej. Wykonuje się tam kolonoskopię i gastroskopię. W rejestracji usłyszałem, że pani nie może mnie zapisać, bo oczywiście nie ma terminu. W środę mam wizytę u lekarza, mam nadzieję, że dostanę termin badania, bo bóle w jamie brzusznej mam dość silne – skarży się Damian Wolski. – Słyszałem, że z zapisami są problemy, spodziewałem się, że zostanę odesłany z niczym.
Przez problemy z dostępem do leczenia cierpią wyłącznie pacjenci. Nieraz nawet wolą zrezygnować, niż miesiącami bezskutecznie próbować umówić się na wizytę. Oby kontrakty z NFZ od nowego roku bardziej służyły pacjentom, niż lekarzom.
(ms)