Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Powiat łęczycki Łęczyca

BYŁY WICEPREZES „ŁĘCZYCANKI” POBITY?

bogusiewicz2– To skandal! Zamiast załagodzić spór poprzez rozmowę, zostałem pobity. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie, nie zostawię tak tego – zapewnia pokrzywdzony Wojciech Bogusiewicz. Sąsiedzkie porachunki i długotrwały konflikt to klasyczny przykład jak ludziom czasami trudno jest uzyskać kompromis.
Problemem jest fragment działki – drogi we wsi Borek, do której obie strony roszczą sobie prawo. Z tego powodu, miało dojść do nieprzyjemnego incydentu na początku października we wczesnych godzinach popołudniowych. Jak twierdzi W. Bogusiewicz, sąsiad zaatakował go, bo dostał upomnienie przedsądowe wzywające do usunięcia ogrodzenia postawionego wokół spornego terenu.
– Pojechałem tego dnia na działkę. Gdy wysiadłem z samochodu sąsiad podszedł do mnie i popłynęła lawina wulgaryzmów. Usłyszałem też groźby pod swoim adresem, po czym doszło do rękoczynów. Bił mnie. Gdy upadłem, to kopał. Wyjąłem telefon, by wezwać policję, zabrał mi go i wyrzucił – relacjonuje były wiceszef spółdzielni mieszkaniowej. – Gdy skończył i oddalił się, doczołgałem się do samochodu. Miałem tam drugi, stary telefon, z którego zadzwoniłem na policję. Przyjechali na miejsce wraz z pogotowiem. W wyniku pobicia zostałem w szpitalu na cztery dni. Obecnie jestem pod opieką poradni chirurgicznej i neurologicznej. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Urazy głowy, kręgosłupa, barku oraz nóg to bilans tamtego zajścia – wylicza  mężczyzna. – Lada dzień złożę stosowne zeznania w komendzie policji, mam dokumentację szpitalną i obdukcję. Ta sprawa trafi do sądu, bo nie można siłą postępować ze starszym człowiekiem. Kto dzisiaj rozwiązuje spory siłą? Przecież jesteśmy ludźmi, nie zwierzętami!
Sąsiad pana Bogusiewicza nie potwierdza wersji mężczyzny a zarzut pobicia uważa za niedorzeczny. – Jestem zbyt poważnym człowiekiem, żeby załatwiać sprawy w taki sposób. Pan Bogusiewicz mówi różne rzeczy, żeby mnie sprowokować, a jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Konflikt o drogę trwa już od dawna i w stosownym czasie go zakończę. Nie mam jednak ochoty „dogadywać” się z tym człowiekiem w żaden sposób, nie muszę tego robić. Kwestia tej drogi została przeze mnie dokładnie sprawdzona, wiem, że mam racje i sąd też mi ją przyzna – wyjaśnia mężczyzna. – Nie jestem zainteresowany ani rozmową, ani jakimkolwiek porozumieniem. Ogrodzenia nie usunę. Nie boję się też oskarżenia o pobicie, to jakiś absurd.
Ciekawe, jak przez kilka lat sąsiedzi mogą toczyć ze sobą spór o fragment ziemi. Rozmowy, próby negocjacji i rozwiązania konfliktu bez udziału sądu nie przyniosły żadnego rezultatu. Jak widać kwestię zarówno działki, jak i pobicia będzie musiał rozstrzygnąć sąd.
(MR)