Wiktorek z Tuli Luli znalazł rodzinę

wiktorek

Nie każda historia kończy się tak, jakbyśmy marzyli. Ta się kończy. I zaczyna jednocześnie. Bo Wiktorek, podopieczny Tuli Luli znalazł dom.

Jeszcze kilka miesięcy temu los Wiktorka był wielką niewiadomą. Roczny chłopiec zmagał się z problemami zdrowotnymi i miał za sobą trudne doświadczenia. Być może właśnie dlatego długo nie pojawiał się nikt, kto chciałby zaprosić go do swojego życia na zawsze. A chłopiec bardzo potrzebował stałych opiekunów, codzienności i poczucia bezpieczeństwa. Najważniejsze było jedno: by nie trafił do domu dziecka. I to się udało.

Droga do decyzji

Myśl o stworzeniu rodziny zastępczej dojrzewała w rodzinie pani Joanny powoli. Przez lata wydawała się czymś odległym, obciążonym formalnościami i wyobrażeniami o wymaganiach nie do spełnienia.

– Wydawało nam się, że potrzebny jest duży dom, wysokie dochody i może jeszcze jakieś inne wygórowane oczekiwania. Odpuściliśmy – opowiada pani Joanna.

 Życie przyniosło jednak własne doświadczenia. W rodzinie pojawił się Janek, dziecko wymagające intensywnej opieki medycznej, wizyt u specjalistów i codziennej uważności. To właśnie wtedy okazało się, że trudności uczą odwagi.

Spotkanie, które zmienia wszystko

Decyzja o adopcji Wiktorka zapadła w momencie, gdy pojawiła się informacja o chłopcu szukającym domu. Jedno zdjęcie i kilka zdań wystarczyły, by poczuć, że to może być ten właściwy moment. Kontakt z Tuli Luli uruchomił lawinę wydarzeń. Dokumenty, rozmowy i pierwsze spotkanie potoczyły się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

– Zobaczyłam w nim Janka. On też miał nie chodzić, a biega. Jest chory, ale przecież bardzo szczęśliwy, bo ma kochającą rodzinę. Tego samego zapragnęłam dla Wiktorka – wspomina. – Pokazałam mężowi zdjęcia malucha. On na to: No fajny. Chyba nie sądził, że to może być nasz piąty syn… A jednak! Sprawy potoczyły się błyskawicznie.

Zdrowotne wyzwania Wiktorka nie odstraszały. Przeciwnie – były czymś znanym, oswojonym i możliwym do udźwignięcia.

Czas poznawania i budowania więzi

Pierwsze spotkanie rodziny z Wiktorkiem odbyło się latem. Od tego momentu dzień po dniu rodziła się relacja. Wizyty stawały się coraz dłuższe, coraz bardziej codzienne. Była obecność, usypianie, czułość i cierpliwość. Aż w końcu nadszedł dzień, w którym decyzja sądu pozwoliła chłopcu zamieszkać w nowym domu.

– To, co było wyjątkowe, to zupełny brak niepewności związanej z tym, jak rodzice poradzą sobie ze zdrowotnymi obciążeniami Wiktorka. Mieli ogromne doświadczenie w opiece nad chorym dzieckiem i zapewnianiu mu pomocy specjalistów. A do tego żadnego lęku z tym związanego – wspomina Dorota Grodzka, dyrektor Tuli Luli.

Wiktorek dołączył do dużej rodziny, w której już czekali starsi bracia. Od pierwszych chwil było widać, że to miejsce, w którym dziecko może być po prostu dzieckiem.

Nowy dom, nowe zachowania

Adaptacja przebiegła szybciej, niż można było przypuszczać. Po kilku tygodniach Wiktorek zaczął głośno domagać się uwagi, reagować na rozstania i jasno pokazywać swoje emocje. To był znak, że poczuł się bezpiecznie.

Codzienność to dziś zarówno beztroskie chwile, jak i rehabilitacje, terapie oraz wizyty u specjalistów. Chłopiec jeszcze nie mówi. Nad jego zdrowiem czuwają też neurolog, kardiolog i pulmonolog.

Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli to tymczasowy dom dla niemowląt, którymi z ważnych przyczyn nie mogą zaopiekować się rodzice biologiczni. Prowadzenie go jest finansowane z budżetu Województwa Łódzkiego.

AK/lodzkie.pl

Kapitalny mecz Piotr