Starosta nie owija w bawełnę. „Jest źle”…

Janusz Mielczarek, starosta łęczycki, nie ukrywa, że szpital w Łęczycy jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Straty przynosi głównie oddział ginekologiczno – położniczy. Ponownie – jak co roku – starosta będzie rozmawiał z innymi włodarzami powiatów o trudnościach związanych z utrzymaniem ZOZ-ów. Konwenty do tej pory nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, a starostowie czekają na konkretne działania ze strony rządu i NFZ.
– Jesteśmy jak dzieci we mgle – mówi starosta Janusz Mielczarek, opisując sytuację nie tylko szpitala w Łęczycy. – Nie ma ze strony państwa konkretnych działań i pomysłów w jaki sposób można pomóc w tej bardzo trudnej sytuacji. Z NFZ nie trafia do szpitali wystarczająco dużo pieniędzy, są zaległości. Jeśli chodzi o nasz oddział ginekologiczno – położniczy, to strata za ubiegły rok wyniosła ponad 4 miliony złotych. Dzieci rodzi się coraz mniej, a przecież lekarze i personel muszą otrzymywać pensje.
Starosta powiedział nam, że jednym z rozwiązań mogłoby być otrzymywanie pieniędzy w ramach tzw. gotowości do pracy. Szpital – przy korzystnych warunkach – mógłby również zaciągnąć kredyt. Jednak jak do tej pory w tych sprawach również nie ma wypracowanych wspólnych rozwiązań.
Starosta unika odpowiedzi na pytanie o przyszłość oddziału ginekologiczno – położniczego.





