Łódzkie na Igrzyskach Olimpijskich

panczenistki

Z panczenistką Karoliną Bosiek (KS Pilica Tomaszów Mazowiecki), Mistrzynią Europy w sprincie drużynowym przed startem na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo rozmawia Maciej Mroczyński

Jak Pani podsumowałaby swój udział w Mistrzostwach Europy w Tomaszowie Mazowieckim?

Cieszę się ze złotego medalu. Oczywiście na tysiąc metrów to nie był mój najlepszy przejazd w Arenie Lodowej, ale to wspaniałe, że rywalizowałam przed własną publicznością. Mam w pamięci świetną atmosferę stworzoną przez kibiców i wielkie wsparcie, które biło z trybun.

Dla Pani to będą trzecie Igrzyska. Z jakim nastawieniem Pani jedzie? Rozumiem, że teraz towarzyszą temu inne emocje?

Na pierwszych Igrzyskach byłam sama. Myślę, że to tylko mnie wzmocniło. Później przed ZIO w Pekinie zaraziłam się nieszczęsnym COVID przed wyjazdem, nie wiedziałam, czy uda mi się dolecieć. A teraz w pewnym sensie postawiłam wszystko na jedną kartę. Moje przygotowania tego sezonu były bardzo dobre i czekam cały czas, żeby odnaleźć trochę zgubioną formę. Nie ukrywam, że dla mnie to najważniejsza impreza roku. Poprzedni sezon pokazał że początek był dla mnie bardzo trudny, a później wszystko zaczęło się fajnie rozkręcać. Liczę, że teraz tak będzie. Chcę na starcie czuć satysfakcję, że zrobiłam wszystko, żeby uzyskać jak najlepszy wynik w Mediolanie.

Gdyby Pani mogła przybliżyć kibicom klimat Igrzysk, jak to wygląda od strony zawodniczki…

Każdy sportowiec marzy o Igrzyskach, o występie i medalu, to są główne cele każdego zawodnika i myślę, że to czyni je wyjątkowymi. Każda reprezentacja ma swoje stroje, swoją kolekcję olimpijską i jest oczywiście wioska olimpijska. Wyjątkowe jest również to, że jest spotykamy tam dużo więcej sportowców z innych dyscyplin. Cała otoczka powoduje, że Igrzyska są niepowtarzalne i każdy jest  świadomy, że to impreza czterolecia.

Pani pochodzi z Ciepłowic. a uczyła się w Tomaszowie w liceum. Jak reagują mieszkańcy na Pani sukcesy?

Cieszę się, że tutaj z Tomaszowa jest coraz więcej wspaniałych sportowców i łyżwiarstwo szybkie jest bardziej rozpoznawalne.  Największą satysfakcję sprawia mi to,  że dokładamy cegiełkę swoimi wynikami i pasją. Zachęcamy tym samym dzieci, które nas obserwują i chcą być kiedyś w miejscu, w którym jesteśmy my, zawodnicy jadący na Igrzyska Olimpijskie. Myślę, że zaplecze w Tomaszowie jest bardzo duże. Przede wszystkim potrzeba wytrwałości, wiary w siebie i czerpania z tego radości na co dzień.

Pani przygoda z łyżwiarstwem zaczęła się od prezentu na Komunię Świętą. Dostała Pani rolki, zaczęła Pani na nich jeździć z sukcesami i potem przesiadła się Pani na łyżwy?

To była wyjątkowa sytuacja. Dostałam pierwsze rolki na Komunię Świętą od mojej cioci. Całą Komunię przejeździłam na rolkach, były wywrotki, zdarcia, ale to tak mi się spodobało, że zaczęłam uczestniczyć na zajęciach pozalekcyjnych. I tak troszeczkę zaszczepił się we mnie sport, chęć rywalizacji. Szło mi naprawdę dobrze mimo wielu upadków, nie zniechęcałam się, czerpałam z tego radość i konsekwentnie jeździłam dalej. Myślę, że też wyniki powodowały, że cały czas chciałam rywalizować. Gdyby nie rolki na Komunię, to może obrałabym inną drogę. Cieszę się, że tak się nie stało.

Na początku po przejściu na seniorski szczebel frustrował Panią zbyt wolny postęp. Czy to był taki najtrudniejszy moment w Pani w karierze?

Każdy sportowiec ma swój czas i jeden potrzebuje go więcej, a drugi mniej. Myślę, że to przejście było dla mnie dużym skokiem i zderzeniem z rzeczywistością po sukcesach jako juniorka. Potem było dużo zmian trenerów, ale cały czas dążę do  najlepszej formy. Na pewno za mną i przede mną wiele ciężkich momentów, więc to jest troszeczkę nieunikniona część tego sportu. Trzeba być szczerym, że w sporcie jest więcej tych słabych momentów niż tych dobrych i nie tylko sukcesy nas identyfikują jako dobrego sportowca.

Igrzyska są we Włoszech, a Pani lubi Włochy i gotowanie…

Kuchnia włoska jest moją ulubioną kuchnią. Uwielbiam makarony, pizzę i przeróżne miejscowe smakołyki, Zawsze Włochy kojarzyły mi się dobrze. Na Półwyspie Apenińskim wzięłam udział w swoim pierwszym Pucharze Świata Juniorów, tam zdobyłam pierwsze medale. Z Włoch mam same dobre wspomnienia.

Karolina Bosiek, panczenistka (KS Pilica Tomaszów Mazowiecki) – Mistrzyni Europy w sprincie drużynowym, dwukrotna brązowa medalistka MŚ (2024, 2025), wielokrotna medalistka Mistrzostw Polski, najmłodsza polska olimpijka w Pjongchang (2018), wyjazd na ZIO 2026 to jej trzecie Igrzyska w karierze. 

fot. Tomasz Jastrzębowski/lodzkie.pl

Umowa na sześć dł