Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Ozorków Powiat zgierski Temat główny Warto przeczytać

Podopieczni chcą wyjść. W DPS-ie jak w więzieniu?

Rośnie zniecierpliwienie pensjonariuszy Domu Pomocy Społecznej w Ozorkowie, którzy od kilku miesięcy nie mogą opuścić placówki.

– Siedzimy tu, jak w więzieniu – skarży się jeden z podopiecznych. – A przecież my też mamy swoje potrzeby. Chociażby z wyjściem do sklepu po pastę do zębów, chusteczki higieniczne czy papier toaletowy. Jeśli nie możemy wychodzić z powodu obostrzeń, to dlaczego nikt nie zwraca uwagi na personel? Pracownicy też mogą przywlec koronawirusa do placówki.

Kolejny podopieczny dodaje, że dziwi się obecnej sytuacji.

– Ludzie jeżdżą na wakacje, bawią się, a my wciąż w izolacji. Jest ciągle zakaz odwiedzin. Ten wprowadzony reżim sanitarny prędzej nas wykończy, niż nam pomoże – słyszymy.

Joanna Dobros, dyrektor DPS, przyznaje, że odczuwa na własnej skórze frustrację znacznej liczby pensjonariuszy placówki.

– Sytuacja jest bardzo trudna i nie ma co tego ukrywać. Podopieczni się denerwują, ale obostrzenia są wynikiem zaleceń, które obowiązują dla DPS-ów w całym kraju. Staramy się łagodzić pewne sporne kwestie, bo przecież trzeba zrozumieć seniorów mających niekiedy ważne powody do opuszczenia placówki – mówi szefowa ozorkowskiego DPS.

Jakie to powody i czy z DPS-u można wyjść?

– Udzielamy zgody na wyjścia – zapewnia J. Dobros. – Nie tak dawno jeden z naszych podopiecznych wyszedł z DPS-u, ponieważ pojechał do umierającej żony. Udzieliliśmy również zgody na wyjście pensjonariuszce, której mąż miał stan depresyjny. Trzeba jednak pamiętać, że podopieczni wracający do DPS-u muszą przejść kwarantannę.

Na drzwiach wejściowych wciąż wisi informacja o zakazie odwiedzin. Dyrektor placówki twierdzi, że zakaz nie wszystkich dotyczy.

– Pomału luzujemy obostrzenia związane z zakazem odwiedzin. Wpuszczamy już do placówki bliskich naszych podopiecznych, oczywiście przy zachowaniu środków ostrożności w postaci maseczek i rękawiczek. Rozumiemy, jak bolesna może być przerwa w kontaktach z najbliższymi członkami rodziny. Trzeba być człowiekiem – mówi Joanna Dobros.