Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Bez kategorii

Okradają nas – twierdzi Krystyna Bechcińska

jeden

W tym tygodniu do prokuratury trafi zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządzających spółdzielnią inwalidów „Tęcza”. Jakie zarzuty stawiają swoim pracodawcom niektórzy pracownicy? W „Tęczy” dochodzić ma do oszustw finansowych, głównie przy wypłatach pożyczek i pensji. O rzekomych nieprawidłowościach mówi Krystyna Bechcińska, która w tej sprawie przyszła do naszej redakcji.
W spółdzielni „Tęcza” zatrudnionych jest w tej chwili ponad sto osób. Znaczna część pracowników to członkowie spółdzielni, którzy powinni mieć realny wpływ na to, co dzieje się w ich zakładzie. Zdaniem K. Bechcińskiej zasady spółdzielczości są łamane a ludzie, szczególnie niepełnosprawni, wykorzystywani.
– Wiem co mówię, znam dobrze zasady jakie są w „Tęczy”. Z tym zakładem jestem związana już wiele lat. Poznałam nieuczciwość zarządu i sposoby dzięki którym pieniądze są zabierane  pracującym ludziom – słyszymy od Krystyny Bechcińskiej.
Czytelniczka przyszła do redakcji z wieloma pismami, jak sama powiedziała – dowodami w sprawie na nieuczciwe praktyki pracodawcy. Wśród nich są m.in. kwity wypłat pieniędzy z pożyczek z zakładowego funduszu rehabilitacji.
– Gdy o tym mówię, to niektórzy moi znajomi łapią się za głowę. Po prostu nie mogą w to uwierzyć. Cały ten szwindel polega na tym, że zarząd wręcz nakazuje branie pożyczek a pieniądze zamiast do pracowników, trafiają na zakładowe cele. „Tęcza” ma ogromne problemy finansowe i w ten sposób łatają dziury. Pracownik, który we wniosku wskazuje na co bierze pieniądze, idzie do kasy i podpisuje kwit, że otrzymał pieniądze. Musi w ten sposób robić, bo boi się, że gdyby postąpił inaczej, to straciłby robotę. Pieniądzmi przyznanymi przez PFRON obraca zakład.
Krystyna Bechcińska w redakcji pokazała kilka kwitów z zakładowej kasy.
– Proszę spojrzeć. Otrzymałam pożyczkę na sumę 4 tys. złotych i od razu z tej kwoty musiałam wpłacić połowę na udziały członkowskie. A przecież wcześniej wpłaciłam udziały w kwocie 6 tys. złotych. To nie wszystko, pobierane są też od nas darowizny. Z pensji zabierane są później pieniądze, a to na spłatę darowizn, a to na pożyczki i udziały. Gdy ktoś odchodzi z zakładu, to latami czeka na wypłatę dywidend. Nie wspomnę, że pensje nie są wypłacane w terminie – twierdzi nasza Czytelniczka.
K. Bechcińska zapewnia, że nie jest osamotniona. Twierdzi, że gdy dojdzie do procesu – a bardzo na to liczy – przeciw pracodawcy świadczyć będzie wiele osób.
– Zobaczymy, kto ma rację. Teraz ludzie przestali się już bać. Ich niezadowolenie jest ogromne. W sądzie na pewno udowodnimy, że jesteśmy okradani i oszukiwani – mówi przywódczyni zbuntowanej załogi spółdzielni inwalidów „Tęcza”.
(stop)