Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Ads

Ads

Powiat łęczycki Temat główny Warto przeczytać Łęczyca

13-latkę zgwałcił kuzyn!

Matka zgwałconej 13-latki z Łęczycy opowiedziała „Reporterowi” o szczegółach feralnej nocy, kiedy to jej córka została skrzywdzona przez bliskiego kuzyna. Kobieta rozważa też, czy nie pozwać szpitala w Łęczycy za lekceważące podejście do roztrzęsionej, nieletniej pacjentki.

Matce i córce jest teraz niezwykle ciężko. Łęczycanki mocno przeżywają każdy kolejny raz, kiedy muszą wspominać co wydarzyło się w ich domu. Relacja matki jest szokująca.

– To był późny wieczór. Moja siostra razem ze swoim synem przyszli do nas. We trójkę siedzieliśmy w kuchni, moja córka była w swoim pokoju. Kiedy rozmawiałam z siostrą, jej syn wstał i poszedł do mojej córki. Słyszałam, że rozmawiają, absolutnie niczego nie mogłam podejrzewać. Minęło może z 10 minut, siostrzeniec przyszedł z powrotem do kuchni, później wyszli. Córka do niczego mi się nie przyznała, tylko przez internet napisała do swojej starszej siostry, co zrobił jej kuzyn. Ona z kolei przekazała tę wiadomości do mojej trzeciej córki, która od razu do mnie zadzwoniła i powiedziała, że najmłodsza córka musi mi o czymś powiedzieć. Kiedy poszłam do jej pokoju była roztrzęsiona. Udało mi się nakłonić ją do mówienia. Od razu wezwałam policję, przyjechała też karetka i zabrali nas na SOR w Łęczycy – wspomina matka dziewczynki.

Jak usłyszeliśmy, nieletni gwałciciel ma także 13 lat. Po tym zdarzeniu dziewczynka przyznała matce, że już od dłuższego czasu czuła się przez niego prześladowana, bała się go, ale też bała się wołać o pomoc i wstydziła, gdy w jej własnym pokoju zaczął ją molestować.

– Moja siostra ma teraz do mnie pretensje, że zgłosiłam sprawę na policję. Nasze relacje, choć nigdy nie były szczególnie bliskie, znacznie się oziębiły. Ale ja jestem matką nie tylko na papierze i nie mogłam postąpić inaczej. To moja córka i najważniejsze jest dla mnie jej dobro. Teraz będzie miała spokój do chłopaka wywieźli do Warszawy. Tyko, niestety, nas czeka teraz wiele trudnych chwil, chociażby w sądzie. Nie wiem, jak córka to zniesie – przyznaje mieszkanka Łęczycy. – Na pewno będzie też do końca życia mieć w pamięci to, co się stało.

Pobyt w szpitalu też nie należał do spokojnych. Skrzywdzona i zawstydzona 13-latka siedziała na szpitalnym korytarzu razem z szokowaną całą sytuacją matką czekając i oczekując pomocy, która, jak mówi matka, nie była odpowiednia.

– Minęły może dwie godziny po czym karetka zawiozła nas do szpitala Matki Polki w Łodzi. Tam, lekarz zadzwonił do Łęczycy z pytaniem, dlaczego dziewczynka nie została zbadana i że tak się nie robi. Podobno usłyszał w odpowiedzi, żeby w takim razie przywieźć nas z powrotem, to zbadają córkę. Lekarz z Łodzi powiedział mi, że w Łęczycy źle postąpiono. Mam za to duży żal, że ze zgwałconą córką musiałam tułać się w środku nocy. Z łódzkiego szpitala nawet nie miałyśmy jak wrócić. Musiałam zamówić taksówkę – dodaje matka dziewczynki.

zoz łęczyca

Szef szpitala w Łęczycy powołał komisję do wyjaśnienia sprawy, twierdzi też że pomoc została dziecku udzielona.

– 13-letnia dziewczynka wraz z matką trafiła do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Łęczycy 25 lutego o godz. 23.45. Personel szpitala nie odmówił pomocy lekarz ocenił stan zdrowia pacjentki i zdecydował o przekazaniu jej do ośrodka o wyższym poziomie referencyjnym. Ze względu na duże zainteresowanie tą sprawą oraz wątpliwości dotyczące postępowania z pacjentką, została powołana komisja do wyjaśnienia tego zdarzenia. W przypadku stwierdzenia naruszenia procedur lub zasad dobrej praktyki, zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe – informuje Krzysztof Kołodziejski, dyrektor ZOZ w Łęczycy.

Matka dziewczynki z ironią w głosie komentuje „ocenę stanu zdrowia pacjentki”.

– Wyglądało to tak, że lekarz powiedział do mojej córki, która stała za parawanem, żeby opuściła spodnie i bieliznę. Kiedy zobaczył, że nie krwawi, bo bielizna jest czysta kazał się ubrać i powiedział, że pojedziemy do Łodzi. Na narządy intymne nie patrzył. To była ta ocena stanu zdrowia – dodaje matka. – Mam też żal, że przez prawie dwie godziny, kiedy byłyśmy na szpitalnym korytarzu, nikt nie zaproponował czegoś na uspokojenie. Córka była roztrzęsiona, a personel wiedział, dlaczego trafiła do szpitala.

Kobieta zastanawia się, czy nie założyć szpitalowi sprawy o odszkodowanie. Może to być zależne od ustaleń prokuratury oraz NFZ-u, które także zajęły się wyjaśnieniem sprawy.