Pijany kierowca przejechał przez chodnik i staranował ogrodzenie.


Ubiegłotygodniowe upały sprawiły, że nad miejskim zalewem zaroiło się od amatorów wodnych i słonecznych kąpieli. Niestety nie brakuje młodych mieszkańców, którzy dosłownie metr od wystających z wody pali skaczą do zalewu na główkę. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, jak bardzo jest to niebezpieczne. Dlaczego niektórym brakuje wyobraźni?
Do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść. Kto wpadł na pomysł, aby podczas największych upałów na dachu kłaść papę tzw. metodą na gorąco. Mieszkańcy komunalnego budynku przy ul. Maszkowskiej mówią o robotnikach z palnikami, którzy – zdaniem lokatorów – byli głównym powodem wybuchu ognia na dachu. Na szczęście na miejsce szybko przyjechali strażacy.
Janina Kowalska nie musi się martwić zgryźliwym sąsiadem, miejskim hałasem czy też zanieczyszczonym powietrzem. Od lat mieszka w lesie pod Ozorkowem i jak sama twierdzi za nic na świecie nie przeprowadziłaby się do bloku.
– To wielka przyjemność budzić się wraz ze śpiewem ptaków i otwierając okno czuć zapach sosen oraz świerków.


Już z daleka rzuca się w oczy zielony kontener ustawiony pod oknami. W najgorszym położeniu znaleźli się oczywiście lokatorzy mieszkania na parterze.

– Do dziś nie mogę dojść do siebie.


– Jestem zszokowany zachowaniem przewodniczącego Romana Kłopockiego. To bardzo źle świadczy o naszym samorządzie, że na miejskiej sesji do głosu nie są dopuszczani mieszkańcy. Czekałem do końca sesji, aby pytania zadać w tzw. wolnych wnioskach.


Choć od sąsiedzkiego sporu upłynęło już kilka lat, sprawa wciąż nie jest zakończona.
– Przedstawiłam wystarczające dowody o naruszeniu moich i syna dóbr osobistych, godności oraz bezprawnego szargania naszej opinii przez zniesławienie i oszczerstwa dokonane przez łęczycki wymiar sprawiedliwości oraz organy ścigania.


8-letnia Kinga, 10-letnia Julia i Marta, 11-letni Patryk i 13-letni Bartek. Dzieci przeżyły piekło na Waliszewie. Musiały spełniać seksualne fantazje swoich zboczonych opiekunów: 59-letniego Jana A., jego o 5 lat młodszej żony Bożeny i ich córki 20-letniej Karoliny. Jak tacy ludzie mogli być zawodową rodziną zastępczą? – pytają zbulwersowani mieszkańcy.
Dowody w sprawie są przerażające. Dewianci co najmniej od października 2012 roku znęcali się nad piątką swoich podopiecznych. Wśród skrzywdzonych dzieci była głuchoniema dziewczynka.

– Nie zostawię tak tego. Człowiek, który przysyłał mi sms-y w których informował, że spali mi dom, powinien ponieść konsekwencje – mówi wójt.



