Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Poddębice Powiat poddębicki Temat główny

Koszmar w młynie w Poddębicach! Maszyna zmieliła pracownikowi rękę

młyn

Pan Jarosław (nazwisko do wiadomości redakcji) twierdzi, że z winy pracodawcy został kaleką. Do dziś sądzi się z właścicielką młyna „Kłos”. Żąda nie tylko 150 tys. zł odszkodowania, ale także dożywotniej, miesięcznej renty w kwocie 3 tys. zł.
– Ten dzień wspominam jak jakiś horror – słyszymy od mieszkańca Poddębic. – W młynie doszło do awarii maszyny. Otręby zablokowały podajnik. Wyskoczyły bezpieczniki. Mąż właścicielki powiedział, żebym zobaczył co się stało. Kazał mi naprawić maszynę. Włożyłem rękę do tzw. żmijki, tam gdzie jest śruba mieląca. W tym czasie małżonek szefowej młyna poszedł włączyć bezpieczniki, które znajdowały się w innym pomieszczeniu. Ja cały czas grzebałem przy maszynie. Nawet nie wiedziałem, kiedy włączył maszynę. To był moment. Wciągnęło mi rękę i przemieliło. Praktycznie, gdy udało się wyciągnąć rękę z maszyny, to był jeden zakrwawiony flak.
Były pracownik młyna jest przekonany, że to zakład pracy odpowiada za wypadek.
– Mąż właścicielki nawet nie wezwał pogotowia, ani nie zawiadomił policji. Sam zawiózł mnie do szpitala. Dziwnym zbiegiem okoliczności wewnętrzny monitoring nie zarejestrował mojego wypadku. Gdyby nie siostra mojej żony, która kilka godzin po wypadku zadzwoniła na komendę, to sprawa najprawdopodobniej zostałaby zamieciona pod dywan. Śmiem przypuszczać, że próbowano by udowodnić, że do wypadku doszło poza zakładem pracy.
Pan Jarosław bardzo negatywnie ocenia warunki pracy w młynie. Oskarża pracodawców o niewywiązywanie się z wymogów BHP. Twierdzi również, że do groźnych wypadków w młynie dochodzi dość często.
– Mój kolega dostał w głowę odsiewaczem. Z kolei inny pracownik miał urwaną piętę. Pracownicy boją się mówić o takich zdarzeniach. Chcą – pomimo wszystko – dogadać się z szefami, dostać pod stołem parę groszy odszkodowania i pracować dalej.
Jak się dowiedzieliśmy, poszkodowany pracownik otrzymuje teraz 1200 zł netto renty. Jego ręka jest bezwładna. Kości zostały złożone dzięki śrubom, których jest aż czternaście. W wyniku wypadku pan Jarosław stracił również część palca.
– Gdzie ja teraz pójdę do pracy – pyta poddębiczanin. – Przecież nikt kaleki nie zatrudni. Muszę jakoś zadbać o swoją i rodziny przyszłość. Mamy dwoje dzieci. Żona na szczęście pracuje. Boję się jednak, że ZUS cofnie mi rentę. Różne rzeczy się zdarzają. Mogą niedługo stwierdzić, że nadaję się do pracy.
Mariola W. (właścicielka młyna) nie była zbyt rozmowna, gdy poprosiliśmy o komentarz.
– Toczą się w sprawy w sądzie – usłyszeliśmy. – Jedna wytoczona z powództwa cywilnego przez pana Jarosława, druga to sprawa karna. Nie będę na łamach gazety wypowiadać się o tym wypadku. Mogę tylko powiedzieć, że przez 14 lat działalności młyna, to pierwsze takie zdarzenie. Żaden pracownik wcześniej nie ucierpiał.
tekst i fot. (stop)