Reporter

Nowy Tygodnik Regionalny

Powiat łęczycki Łęczyca

Dramat. Żona nie chce w domu chorego męża

jedynkaW obliczu dużego problemu zostali postawieni lekarze z łęczyckiego szpitala. Pacjent, który po poważnym upadku nie wrócił do zdrowia i nie może sam wypisać się do domu, ma przedłużony pobyt na oddziale wewnętrznym, mimo że nie wymaga hospitalizacji. Powodem jest żona, która nie zgodziła się przyjąć chorego męża z powrotem do domu.
Jan Kochański, niewidomy, starszy łęczycanin, doznał licznych i poważnych obrażeń w wyniku upadku ze schodów prowadzących do piwnicy. Wypadek zdarzył się 28 października, w jednym z bloków na ulicy Zachodniej, gdzie mężczyzna mieszkał wraz z żoną i synem. Łęczycanin z krwiakiem mózgu został przewieziony na operację do zgierskiego szpitala, w którym zatrzymano go około dwóch tygodni, odwieziono go do łęczyckiego ZOZ-u, gdzie przebywa do tej pory, choć mógłby już wrócić do domu. Mógłby, ale nie może, bo żona nie podejmie się opieki nad chorym mężem.
– Pacjent jest przytomny, ale bez nawiązania kontaktu słownego. Nie jest w stanie sam o sobie decydować. Gdyby sytuacja wyglądała inaczej, już w tym tygodniu zostałby wypisany ze szpitala, ale nie ma go kto odebrać. Żona nie wyraziła na to zgody, dlatego hospitalizacja pacjenta jest wydłużona. Został więc zorganizowany pobyt w Zakładzie Opieki Lekarskiej. W tej kwestii działał MOPS, nie było możliwości, żeby wcześniej znaleźć miejsce – wyjaśnia Łukasz Michalak, lekarz prowadzący. – Ze względu na schorzenia pacjent wymaga 24-godzinnej opieki pielęgniarskiej. Oczywiście można było zorganizować to w domu korzystając z długoterminowej opieki pielęgniarskiej oraz pomocy pracowników socjalnych, zabrakło dobrej woli rodziny.
Dlaczego żona nie zgodziła się odebrać chorego mężczyzny ze szpitala?
– Chcieli żebym odebrała męża ze szpitala, ale to nie jest możliwe. Ja nie mam warunków, żeby przez cały czas opiekować się leżącym mężem, nie ma z nim kontaktu, nie wstaje, nic sam nie zrobi. Ja też jestem schorowana, biorę dużo leków, mam swoje lata i nie dałabym rady sama wszystkiego przy nim zrobić. Mój syn też jest chory. Poza tym, gdzie ja bym spała? Syn ma malutki pokoik, tu jest drugi, też mały, nawet nie ma miejsca, żeby wstawić drugie łóżko – wyjaśnia Halina Kochańska. – Na początku mówili, że mąż pójdzie do DPS- u, ale na to też bym się nie zgodziła, bo tam jest za drogo. Mąż ma 1180 zł emerytury, zabraliby całą, a ja za co bym żyła? Ja nie mam emerytury a jeść też coś muszę. Syn dostaje raz na kwartał zasiłek żywieniowy w wysokości 271 zł. To szpital powinien znaleźć mu miejsce, bo jest teraz u nich. Ja zawsze powtarzałam, że u mnie na pierwszym miejscu jest matka i dzieci, mężów można mieć więcej.
Co w tej sytuacji stanie się z panem Kochańskim? Nie może przecież bez końca przebywać w szpitalu. W sprawie pomaga Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
– Przez dwa dni próbowałam znaleźć miejsce w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym dla pana Kochańskiego, co nie było łatwe, bo nie ma miejsc. W końcu udało się i mężczyzna zostanie umieszczony w ZOL- u w Poddębicach. Żona została o tym poinformowana, zaproponowałam też pomoc w ewentualnym wypełnieniu dokumentów, choć wszystkimi formalnościami zajmuje się rodzina i szpital – wyjaśnia Iwona Porczyńska, kierownik łęczyckiego MOPS-u. -Mężczyzna jest obecnie w ciężkim stanie, w szpitalu miał zostać do poniedziałku, ale jego pobyt zostanie przedłużony do końca tygodnia. Jak poinformował mnie lekarz prowadzący, stan pacjenta nie kwalifikuje go do umieszczenia w Domu Pomocy Społecznej, dlatego konieczne było znalezienie miejsca w ZOL-u. Niestety rodzina chorego musi ponieść ustaloną przez ZOL opłatę za pobyt.
Sytuacja Jana Kochańskiego jest trudna, ale na szczęście udało się znaleźć miejsce w ZOL- u. Gdyby takiej możliwości nie było, prawdopodobnie sprawa trafiłaby do sądu. Jeżeli mężczyzna jest zameldowany w swoim mieszkaniu i nie jest po rozwodzie z żoną, to przysługuje mu prawo powrotu do domu.
tekst i fot. Małgorzata Robaszkiewicz