Skandal! Prezes „dał w szyję”

jedenBrakuje słów, skrajna głupota, nieodpowiedzialność, lekceważenie obowiązków – to tylko niektóre komentarze członków spółdzielni mieszkaniowej „Łęczycanka”, oceniających pijanego prezesa Romana Mioduchowskiego.
Takiego skandalu w spółdzielni jeszcze nie było. Tym bardziej, że walne zgromadzenie jest najwyższym organem spółdzielni, do którego kompetencji należą wszystkie kluczowe sprawy związane z działalnością spółdzielni. Sytuacja z pijanym prezesem jest niedopuszczalna.
Afera wybuchła po godz. 19 podczas pierwszego walnego zebrania. Spółdzielcy wyczuli od R. Mioduchowskiego woń alkoholu. Zadzwonili na policję. Prezes – zdaniem świadków – próbował uciec z walnego zebrania.
- Spółdzielcy zagrodzili mu drogę i nie dopuścili, aby prezes wyszedł z pomieszczenia. Policjanci przyjechali z alkomatem. Według moich informacji miał 0,57 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu – mówi Waldemar Augustyniak, jeden z członków rady nadzorczej „Łęczycanki”.
Oto oficjalny komentarz łęczyckiej policji.
„Około godziny 19.30 policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy przeprowadzili interwencję przy ulicy Lotniczej. Na oficjalny wniosek zebranych tam osób przeprowadzono badanie kilku uczestników spotkania. Jeden z mężczyzn miał w organizmie 1,1 promila alkoholu. Nie było podstaw prawnych przemawiających za potrzebą pobrania od niego krwi. Trwają czynności zmierzające do ustalenia czy doszło do złamania prawa” – informuje Agnieszka Ciniewicz, rzecznik policji.
Warto przypomnieć, że policja niedawno także była informowana o tym, że prezes jest pijany a w siedzibie „Łęczycanki” trwa libacja alkoholowa. Funkcjonariusze wówczas do budynku spółdzielni jednak nie weszli (drzwi były zamknięte). Prezes Mioduchowski, gdy dowiedział się o policyjnej interwencji zadzwonił do funkcjonariuszy, informując, że libacji alkoholowej nie ma. Policjanci wrócili do komendy.
Krzysztof Urbański, z rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej, nie kryje oburzenia.
- Pijany prezes podczas obrad walnego zgromadzenia. Czego więcej jeszcze trzeba, aby spółdzielcy wreszcie przejrzeli na oczy jaki mają zarząd. Wielokrotnie informowałem o nieprawidłowościach w spółdzielni. W odwecie słyszałem od zarządu, że mówię nieprawdę. Ba, prezes na łamach jednej z gazet posunął się nawet do tego, by oczernić mnie jako funkcjonariusza publicznego. Zastanawiające jest to, że ta gazeta została wyłożona podczas obrad walnego. Spółdzielcy nie chcieli tego czytać, próbowali wynieść gazety, ale zarząd do tego nie dopuścił. Dziwne jest także jeszcze jedno. Kto i za czyje pieniądze kupił na walne zgromadzenie gazety. Czy dziennikarz sam dostarczył gazety, czy też kupił je pan Mioduchowski. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie w „Łęczycance” w końcu będą zmiany personalne zarządu i nastaną rządy mądrych oraz odpowiedzialnych osób.
W ubiegły piątek – dzień po skandalizującym walnym – odbyło się nadzwyczajne posiedzenie rady nadzorczej. Opozycyjni radni – Waldemar Augustyniak i Krzysztof Urbański – domagali się odwołania ze stanowiska w trybie dyscyplinarnym prezesa Romana Mioduchowskiego.
Na posiedzenie rady prezes nie przyszedł. Przebywa na zwolnieniu lekarskim. Złożył jednak oficjalne odwołanie ze stanowiska – jak sam podał – z powodów osobistych. Nie uchroniło go to od dyscyplinarki. Rada Nadzorcza zdecydowaną większością głosów (tylko jedna osoba głosowała przeciw) odwołała prezesa Mioduchowskiego w myśl przepisu art. 52 par. 1 pkt 1 Kodeksu Pracy -  umowa o pracę została rozwiązana bez wypowiedzenia z winy pracownika z powodu ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych.
Wiceprezes Konstancja Chodorowska nie chciała komentować czwartkowej „niedyspozycji” szefa Łęczycanki. Próbowaliśmy porozmawiać z R. Mioduchowskim, nie odbierał telefonu.
(stop)

Comments

comments